Przerażona Orchidea

Kiedy spotkałam Orchideę siedziała wciśnięta w kąt, a wyraz jej pyszczka mówił, że się stamtąd nie ruszy. 
W domu Orchidea spędzała czas właśnie ukryta w kącie - przestraszona, czujna. Na dworze najczęściej próbowała uciekać w panice. 
Orchidea, mimo że jest jeszcze szczeniakiem, nigdy się nie bawiła, nie machała ogonem, z niczego nie cieszyła.

Mimo, że była przestraszona i nie miała zaufania do ludzi, udało ją się namówić na zjedzenie smaczka, potem drugiego, potem wzięcie smaczka z ręki, potem na wypełznięcie trochę ze swojego kąta, polizania ręki. Każdy drobny sukces był nagradzany. 
Po godzinie Orchidea uspokoiła się na tyle, że zasnęła leżąc na boku, co w jej przypadku było ogromnym sukcesem.

Opiekunka Orchidei kontynuowała z nią spokojną pracę i ośmielania psa a wszyscy, którzy mieli kontakt z Orchideą, dostali instrukcje jak się obchodzić z tym psem. Postępy były bardzo powolne, albo może tak się wszystkim wydawało, bo minął miesiąc i Orchidea zaczęła radośnie rozrabiać skacząc na kanapie.